 |
Stefan Kosiewski: ZABAWA W TRUPA.
 gross - hier klicken - tu klikać
Jedną z lepszych zabaw na wojnie było podkładanie trupa. Polegało to na tym, że Polacy podkładali na przedpolu trupa w pełnym oporządzeniu, to znaczy - nie tylko, że przy orderach ale i z teczką zawierającą pełną dokumentację sztabu Piłsudskiego. Rosjanie znajdowali trupa i zabierali oprócz zegarka także teczkę, papierami zaś nikt się nie przejmował, gdyż zabawa była stara i wszyscy wiedzieli, że są sfałszowane. Przypomniałem sobie o tym odkładając "Credo" Józefa Kuśmierka, książkę autora rekomendującego się jako socjalista i krytykującego rządy "pezetpeerii" czy "agregatu", bo gdyż te dwie nazwy stosuje wymiennie na określenie władzy w Polsce. Jedyną instytucją, której społeczeństwo może jeszcze zaufać, jest - jego zdaniem - Kościół Katolicki. Na nim spoczywa więc zadanie wzbudzania inicjatyw społecznych na rzecz tworzenia programów narodowych; z tą myślą wyrażoną explicite pragnie autor książki dotrzeć gdzie trzeba. Dlatego też inwokację swojego dzieła afresuje do redaktora Tygodnika Powszechnego, wraz z prośbą o wydrukowanie książki. Na wszelki wypadek zastrzega, iż zna inne sposoby dotarcia do czytelnika. Uważa jednak, "że pewne sprawy trzeba przedyskutować i dobrze by było, gdyby taka dyskusja mogła toczyć się na łamach organu episkopatu". Kuśmierek wie, że jego książka nie może ukazać się w żadnym wydawnictwie legalnie działającym w Polsce, choćby z tego powodu, iż cenzura PRL nadal pozostaje w rękach PZPR, głównego (negatywnego) bohatera jego książki. Wzywa jednakże redaktora katolickiego pisma do uczynienia cudu. Jakby nie było dosyć - pozwala sobie na nietakty, sprowadzając rolę ludzi skupionych wokół Tygodnika Powszechnego do funkcji redaktorów "organu Episkopatu polskiego" czy przezywając z marksistowska hierarchię kościelną "sferami klerykalnymi". Nie należy tego bynajmniej łączyć z brakiem uznania dla dobrych manier czy ignorancją Kuśmierka w sprawach polityki. Kuśmierek właśnie w ten sposób robi politykę: przybiera miny i struga lewicowca, gdyż tak naprawdę - jak wyznaje - zafascynowany jest katolicką organizacją Opus Dei, która według Kuśmierka pomogła Hiszpanom w przejściu z okresu dyktatury do demokracji. Chociaż więc ludzi z tzw. kręgów katolickich w Polsce nazywa "naiwnymi ignorantami w sprawach technicznych" i tym tłumaczy "kardynalne błędy", które popełnili jako działacze społeczni, stawia na przyszłą, katolicką partię chłopską, gdy mowa o uwolnieniu się spod wszechwładzy "pezetpeerii".
W chłopską także sukmanę obleka się na końcu książki ujawniając się jako chłopo-inteligent, dziennikarz przez trzydzieści lat prowadzący prywatne gospodarstwo rolne, i zapowiadając kilkumiesięczną przerwę w pracy pisarskiej, gdyż "z płachtą ziarna na ramieniu" wyjść musi w pole, żeby obsiać odziedziczoną ziemię. Obrazek jak spod Wierzchosławic - gdyby nie to, że sukmana Witosa zalatuje trupem. Na dziewięćdziesięciu stronach swojej książki opisuje on bowiem, jak to właściwie od zakończenia wojny z Niemcami jeździ po Polsce, widzi co się wyrabia, a później - nie mogąc dostać się ze swoimi obserwacjami i wnioskami na łamy gazet - z powodzeniem dostaje się do gabinetów "pezetpeerii", gdyż - jak mówi - posiada odpowiednią siłę przebicia. Wielu wiele by dało, żeby tak móc napluć Barcikowskiemu w twarz i powiedzieć, co myślą o jego rządach. Kuśmierkowi nie wystarcza jednak takie personalne załatwienie sprawy, gdyż to nie Barcikowski ponosi winę za swoje wyniszczające Polskę decyzje, lecz system, który go wyniósł do władzy. Systemem tym jest "pezetpeeria" i jej ideologia panowania za cenę kulturalnego i biologicznego wyniszczenia narodu. O tym, że naród zapłacił już odebraniem mu prawa do stanowienia o sobie - w książce nie ma nic. Kuśmierek widzi penetrację polskiego przemysłu hutniczego, zbrojeniowego czy maszynowego przez ambasady francuską i angielską - nie dostrzega jednak "specjalistów radzieckich" urzędujących na placach "wielkich budów socjalizmu" i w gabinetach budowniczych Polski Ludowej. Ironizuje z bezsilności przedstawicieli "pezetpeerii" w rozmowach gospodarczych z Rosjanami, jak gdyby mieli oni coś do powiedzenia w tych rozmowach, jak gdyby reprezentowali suwerenny kraj, a nie członka "wspólnoty państw socjalistycznych" zaplątanego w sieć struktury RWPG. Krytykuje "agregat" nie mówiąc złego słowa o tym, kto go w Polsce zainstalował.
To już napradę śmierdzi trupem. Książka bowiem, choć napisana po polsku, adresowana jest do Rosjan. To oni mają wreszcie przejrzeć na oczy i odsunąć od władzy "pezetpeerię", która tylko kompromituje ideologię socjalistyczną, oraz zezwolić na zainstalowanie się na jej miejscu prawdziwym socjalistom, zdolnym (ewentualnie wespół z jakąś katolicką reprezentacją chłopów) pokierować tym umęczonym narodem i wyniszczonym krajem. Takie jest przesłanie książki. Lecz nawet będąc internowany, Kuśmierek wysyła grypsy do przyjaciół ("w tym i do posłów PRL") z ostrzeżeniami, że "agregat wmontował sobie w swoją maszynerię bombę o straszliwj sile, którą jest opłacane, bezproduktywne zatrudnienie" Donosi Jaruzelskiemu: "każdy milion pańskiego sukcesu kosztował osiem milionów funduszu płac, panie generalne, osiem a nie trzy, daję na to słowo honoru". Z kim ta rozmowa? Komu Kuśmierek daje słowo honoru? Po co? Czyżby nie cieszył się, że ta "bomba" wybuchnie ze szkodą dla "agregatu"? Nie mógł wyrzec się roli wieszcza gabinetów?
Nic podobnego; Kuśmierek konsekwentnie podkłada trupa. Informuje Rosjan, że Jaruzelski jest nieodrodnym synem "pezetpeerii" i tak jak wszyscy jego poprzednicy zostanie wkrótce zniesiony przez kolejny bunt zniewalanego narodu. Że realizowany w Polsce od cztwerdziestu lat socjalizm jest pomyłką, za którą nie tylko Polska musi płacić. Kuśmierek sugerując Rosji konieczność dokonania w Polsce wymiany "agregatu" a coś, co można by nazwać systemem socjalistycznym, przymyka oko na poczynania wojskowych i cywilnych "specjalistów" Moskwy w kraju nad Wisłą. Żyje na roli, a nie w podziemiu. Zabawa w trupa zakończona. Kuśmierek skończył pisać swoją książkę i wziął się za gospodarstwo wiosną 1983 roku. Rosjanie, jak powiedziałem na początku, papierami się nie przejmują - ich intersują zegarki.
Zabawa w trupa. Archipelag. Miesięcznik kulturalno - polityczny. Nr.8(13). Berlin Zachodni, październik 1984, s.: 68-70; vide: Arch. RFE/RL, Stefan Kosiewski: Nauczanie Społeczne 1974–2004. http://archipelag.blox.pl
ZABAWA W TRUPA
sowa um 03:13 |
|
 |